Tabletowe dzieci, czyli postępowi bezradni.

W dobie XXI wieku, widok osób korzystających z urządzeń elektronicznych, takich jak smartfon czy tablet, nikogo specjalnie nie dziwi. Na każdym kroku, czy to w autobusie, tramwaju czy w poczekalni u lekarza, napotykamy pogrążonego w wirtualnym świecie osobnika. Co jednak wydaje się być niepokojące, do grupy „smartfonowców” zaliczyć możemy także coraz młodsze dzieci. Już kilkumiesięczne niemowlęta „bawią się komórką”, a 3 -latek, będący prawie ekspertem od obsługi tableta staje się jego właścicielem!
Specjaliści określają dzisiejszych kilkulatków mianem pokolenia kciuka bądź dzieci tabletowych. Pojawiło się również określenie homo tabletis.
Postęp czy regres rozwoju?
Wydawałoby się, patrząc na takie kilkuletnie dziecko, które biegle operuje tabletem, czy myszką od komputera – jakie to mądre dziecko! Niejedna babcia wpada w zachwyt, widząc jak jej wnuczek tak szybko potrafi poruszać się w sieci, znaleźć interesujący go film, czy nową grę. Dzieci urodzone w epoce cyfrowej, są tak biegłe w używaniu nowych technologii właśnie dlatego, że z tym się po prostu urodziły. Ich mózgi funkcjonują w odmienny sposób niż mózgi pokoleń wcześniejszych. Dawniej mózg nastawiony był przede wszystkim na odbiór i zapamiętywanie informacji, mniej na ich przetwarzanie. Dziś sytuacja jest odwrotna – pamiętanie informacji pozostawiamy „urządzeniom w sieci”, a koncentracja idzie w kierunku jej przetwarzania. Jednak nie ma to wiele wspólnego z kreatywnością. Nadmiar bodźców spowodowany nowoczesnymi technologiami może zmniejszać wydajność umysłu i powodować m.in. zaburzenia pamięci krótkotrwałej.
W przypadku małych dzieci, nadmierne przebywanie wśród urządzeń elektronicznych skutkować może opóźnieniem mowy i zaburzeniami relacji społecznych, gdyż wpatrzone w ekran dziecko nie wchodzi w interakcje, nie komunikuje się z otoczeniem, nie uczy się ani języka, ani odczytywania emocji. Wzrok dziecka najintensywniej rozwija się w pierwszym roku życia. Dziecko powinno obserwować, wodzić wzrokiem za przedmiotami, za opiekunem i jego mimiką, patrzeć blisko i daleko. Wpatrywanie się w płaski ekran tableta powoduje problemy z widzeniem przestrzennym. Mnóstwo bodźców płynących z niewielkiego urządzenia nie pozostaje obojętne dla mózgu malucha. Niedojrzały jeszcze układ nerwowy dziecka nie jest gotowy na przyjęcie takiej ilości impulsów. Stąd częstą reakcją płaczącego niemowlaka na włączenie telewizji jest natychmiastowe uspokojenie, wręcz zastygnięcie na widok migającego ekranu.
Masz, pobaw się i nie marudź
Często chcąc nie chcąc, w codziennym biegu, nie mamy wystarczająco dużo czasu, który można by przeznaczyć na konstruktywną, wspólną zabawę z dzieckiem. A wiadomo, dziecko, które się nudzi, zaczyna marudzić. Aby uniknąć takiego stanu rzeczy, z odsieczą przychodzą nam nowe media. Zniecierpliwiony rodzic, często dla świętego spokoju, pozwala dziecku pobawić się smartfonem. Dziecko się nie nudzi, nie płacze, nie absorbuje. Ale czy działanie to korzystnie wpłynie na jego rozwój? Czy oby już nie uczymy go, że najlepszym i często jedynym sposobem na nudę i frustrację jest wybór najprostszych rozwiązań? Dziecko nie ma szansy na nudę, czyli tym samym nie ma możliwości wykazania się pomysłem, jak poradzić sobie z tym faktem. Podsuwając gotowe formy zabicia nudy – „masz pobaw się i nie marudź”, blokujemy kreatywność dziecka, które być może po chwili marudzenia jednak znalazłoby sobie samo coś interesującego do zrobienia. Działanie na skróty sprawdza się na jakiś czas – dziecko zostaje „wyłączone”. Co jednak się dzieje, gdy po jakimś czasie chcemy, aby zabawa się zakończyła? Czy wówczas nie pojawia się to samo (albo i większe) marudzenie, które jakiś czas wcześniej (godzinę, może i więcej) sprowokowało nas do zaspokojenia potrzeby świętego spokoju? Po jakimś czasie orientujemy się, że cudowne lekarstwo, jakim jest tablet, smartfon czy inny elektroniczny gadżet, działa na krótką metę. Dziecko domaga się więcej, nie chce nas słuchać, histeryzuje, gdy przychodzi moment zakończenia zabawy. W tej sytuacji mniej cierpliwy rodzic godzi się na wydłużenie czasu korzystania z urządzenia i tak stopniowo wpadamy w pułapkę uzależnienia.
Postęp technologiczny, bezradność życiowa
Kolejnym problemem, który pojawia się u dzieci nadmiernie korzystających z urządzeń elektronicznych jest to, że pomimo tego, iż stopniowo stają się ekspertami w dziedzinie nowych technologii, mają poważne trudności w wykonywaniu podstawowych czynności życia codziennego. Bo jeśli przy użyciu jedynie opuszków palców są w stanie wykonywać takie czynności jak budowanie czy rozbijanie murów, dekorowanie pokoju, gotowanie i tym podobne „cuda” na ekranie tableta, to czy później takie dziecko zechce wysilić się przy jakimś sensownym działaniu w realnym świecie?
Najważniejszy umiar
Tablety, smartfony i komputery są już nieodłączną częścią rzeczywistości i bezsprzecznie wpływają na nas, jak i na nasze dzieci. Nie jest możliwe całkowite odizolowanie dziecka od komputera czy telefonu, jeśli my – dorośli sami sporo z tych urządzeń korzystamy. Najważniejsze jednak, aby starać się kontrolować czas oraz treść tego, z czym dzieci mają do czynienia w wirtualnym świecie tak, aby kontakt z nową technologią nie powodował zaniedbań w innych dziedzinach i we wszechstronnej aktywności. Najbardziej istotny – jak we wszystkim – jest umiar. 

Skip to content